Rozdział V historia rodziny horodyńskich




старонка1/4
Дата канвертавання24.04.2016
Памер161.2 Kb.
  1   2   3   4

ROZDZIAŁ V


HISTORIA RODZINY HORODYŃSKICH

Ród Horodyńskich należy do jednych z najstarszych w Polsce. Informacje o tej rodzinie można znaleźć w „Herbarzu szlachty polskiej” Jerzego Jamiołkowskiego. „Do nadań księcia Witolda z lat 1408-1430 na omawianych terenach należy wieś Horodniany, którą otrzymali prawdopodobnie wtedy bojarzy litewscy Horodzińscy, Horodeńscy względnie Horodyńscy. Nadania


na tym terenie trwały nadal i z nazw istniejących tu dzisiaj miejscowości i wsi, które przyjęły się od nazw osobowych imion ruskich, można wskazać, że byli oni osadnikami ośrodka litewskiego. Poza wymienionymi już Niewodnicą Nargielewską, Mańkowizną, Juchnowcem i Horodnianami, powstały jeszcze Lewickie, które pierwotnie były siedzibą bojarską, Hryniewicze, Ignatki
oraz Olmonty.”
1

O Horodyńskich pisze także w swoim herbarzu Adam Boniecki: „Szymon, drugi syn Michała, komornik bielski 1780 r., dziedzic Siekierczyna w ziemi łomżyńskiej, zaślubił Joannę Narzymską, córkę Wojciecha i Anny z Glinków. Synowie ich: Dominik, ur. 1768 r., rotmistrz kawalerii narodowej, Wojciech


i Józef. Dominika, z Kunegundy Brochowskiej syn Roch Bogusław Józef,
ur. 1802 r., zmarł 1866 r. Zaślubił Teklę Wierzbicką, z której zostawił synów: Onufrego Romana Piotra i Zbigniewa Leona Dominika, dziedzica Zbydniowa
w Galicji, Korczaków Horodyńskich.
2 (drzewo rodowe w załącznikach graficznych)

W herbarzu Bonieckiego odnajdujemy więc Dominika Horodyńskiego, który przybył do Zbydniowa ponad 200 lat temu z okolic dzisiejszego Białegostoku. Rodzina posiadała tam dwie wsie: Horodniany (stąd nazwisko)


i Ignatki (sprzedane w 1704 r.). Dominik Horodyński (urodzony
w Horodnianach w 1768 r.) był żołnierzem, kapitanem - rotmistrzem Gwardii Narodowej. Podczas Insurekcji Kościuszkowskiej 1794 r. był jednym
z adiutantów w sztabie Tadeusza Kościuszki. Po upadku powstania powrócił
do rodzinnego domu - Horodnian. Wkrótce potem ożenił się z Kunegundą Brochowską, wdową po hrabim Brzezińskim, pochodzącą z okolic Łomży.
Po ślubie sprzedali jej posiadłości i wyjechali do Galicji, gdyż tam nadarzyła się okazja kupienia dużego majątku za stosunkową niską cenę. O możliwości zakupu zbydniowskich dóbr poinformował ich prawdopodobnie syn właściciela Wrzaw, Józef Horoch, który tak jak i Dominik był adiutantem Kościuszki.

Po pierwszym rozbiorze Polski królewszczyzny, takie jak Zbydniów,


z wszystkimi przyległościami (było to parę tysięcy mórg3 ziemi i lasu) stały
się własnością austriackiej cesarzowej Marii Teresy. Dbała ona o swój rodzinny kraj, natomiast mniej interesowała się ziemiami podległymi. Dobra takie zwano w Austrii kameralnymi, ponieważ były własnością Kamery Cesarskiej. Zaborcy sprzedawali je, licząc na szybki zyski. Skorzystał z tego Dominik, który nabył Zbydniów w Wiedniu w drodze licytacji. W późniejszym okresie, dodatkową zaletą majątku było jego położenie na terenie zaboru austriackiego,
w którym od 1867 r. panowała autonomia i dzięki temu cieszył się rozlicznymi swobodami politycznymi i kulturalnymi.

Dwór, który nabył Dominik, był dworem drewnianym zbudowanym


w latach 1658-59. Poprzedni, należący do dzierżawcy sandomierskiego - szlachcica Tomasza Czermińskiego, spalili Szwedzi w 1656 r. Armia szwedzka końcem marca i początkiem kwietnia przeszła przez Zbydniów w liczbie około 25 tys., głównie kawaleria. Okopała się za Zaleszanami w Motyczu Szlacheckim. Szwedzi w tym czasie mordowali, palili, rabowali.4

Powyższe informacje znajdujemy w Lustracji województwa sandomierskiego. Dobra królewskie w tamtych czasach były co jakiś czas lustrowane, po to m.in., aby można było nałożyć podatki. Spisywano więc ilu było chłopów, ziemi uprawnej, jaki był urodzaj. Od 1562 roku, co około 10 lat, odbywała się na terenie województwa sandomierskiego taka lustracja. Wieś Zbigniew nie była jednak lustrowana do 1615 roku. W tym czasie dzierżawcą był Walenty Czermiński Był on jej posesorem na mocy przywileju wydanego


w Krakowie 27 marca 1607 roku. Czermiński otrzymał wtedy konsens
na odebranie dzierżawy z rąk sukcesorów Andrzeja Leszczyńskiego, wojewody brzesko-kujawskiego. Cesja tych dóbr na rzecz Walentego Czermińskiego nastąpiła dopiero 27 lutego 1609 roku. Kolejnym dzierżawcą Zbigniewa był Jan Czermiński syn Walentego5. W Lustracji województwa sandomierskiego czytamy: „Jest budynek przy wsi Zbigniewie, kosztem własnym JMP dzierżawcy po spaleniu nieprzyjacielskim wystawiony, do którego wstępując są drzwi
w sieni na zawiasach żelaznych, tamże okna wielkie śklane. Z sieni izba,
okien 3 i piec; przez tę izbę jest druga izba o 3 oknach i znowu dwie komnacie. Naprzeciw jest izba wielka o 4 oknach wielkich, piec w sobie mająca. Z tej izby pokoik i komnatka, pobok izdebka, w niej piec i 2 okna. Item kuchnia wielka, przy której izdebka z komnatą i spiżarkią Do tego wszystkiego budynku drzwi
na zawiasach żelaznych. I tem piekarnia i komor 2, stodoła, w której spiklerz; browar i karczma.”
6

Po przyjeździe do Zbydniowa, Dominik i Kunegunda Horodyńscy, zastali w zakupionym majątku stary budynek, mający już ok. 150 lat. Opisuje go w swoim pamiętniku wnuk Dominika, Zbigniew. „W chwili kupna Zbydniowa stary dwór stał między dzisiejszą stajnią cugową a kaplicą, frontem na północny zachód, mój Dziad postawił nowy murowany tak jak dzisiaj stoi,


a stary drewniany zburzył. Stary dwór miał przed sobą wielkie półkole starych lip, w środku była grupa złożona z 10 drzew z których dzisiaj tylko jeszcze cztery zostały. Z tej grupy wywróciły wiatry za mego życia 3 lipy. Wiek tych lip nieznany, ale św. p. mój Ojciec urodzony w r. 1802 opowiada, że za jego najmłodszych lat te lipy wyglądały jak dzisiaj.
7

Nowi właściciele Zbydniowa widzieli potrzebę wybudowania nowoczesnego dworu. Na ich polecenie wzniesiono w latach 1798 - 1806 budynek z cegły. Projektantem nowego dworu był prawdopodobnie Jakub Kubicki. Dwór jest o tyle niezwykły, że wybudowano go w stylu klasycystycznym, tak jak eleganckie dwory w Warszawie czy w Paryżu. Była to pierwsza w okolicy budowla stylowa. Stropy między piwnicą a parterem wykonano z cegły, a pozostałe z drewna. W planie jest dwutraktowy,


tzn. ma w amfiladzie sześć sal, tzw. trakt paradny, a od strony ogrodu z tyłu oddzielony korytarzem trakt życiowy. Znajdowały się tam sypialnie, gabinety, kuchnia, jadalnia. Wtedy też został założony park okalający „pałac”, jak go tu zawsze nazywano. Nieco później powstała oranżeria o oryginalnym, półkolistym kształcie. „Nowy dwór zaczął stawiać mój Dziad w końcu 18 wieku. Mój ojciec mówił mi, że małym dzieckiem bawił się z rówieśnikami w chowankę w murach powstającego dworu. W budynku dzisiejszej kaplicy była oranżeria
i cieplarnia, gdzie stały w zimie drzewa pomarańczowe i cytrynowe. Oranżeria została postawiona przez św. p. moją Matkę w r. 1848, a w r. 1860 została przerobiona na kaplicę z powodu zacienienia przez rosnące wokoło drzewa.”
8

Dominik Horodyński zmarł w 1823 roku mając 55 lat. Pochowano go


w kaplicy na cmentarzu w Zaleszanach. Została ona specjalnie w tym celu przygotowana. Doczekał się trójki dzieci: córki Tekli (późniejsza żona Augustynowicza) oraz dwóch synów Onufrego i najmłodszego Bogusława
(ur. 1802 r.). Zapoczątkował zbydniowską gałąź rodu. Był dobrym gospodarzem i gorliwym patriotą. Uczestniczył w Insurekcji Kościuszkowskiej jako adiutant Naczelnika. O jego zaangażowaniu i bohaterstwie wypowiadał się sam Kościuszko: „…powetował to sobie Ogiński dobrym połowem, bo wysłany przezeń major Horodyński z 20-ma ludźmi na rekonesans za Dźwinę, ujął dwóch oficerów moskiewskich jadących z depeszami do Xcia Repnina:
oprócz rozkazów dla dowódcy armii moskiewskiej, znaleziono w ich kufrze przeszło 300 listów do różnych Moskali i Polaków.”
9

Dziełem Dominika było również założenie tzw. Wojska Majdańskiego ok. 1818 r. Wierzył, że bez udziału chłopów nie można odzyskać niepodległości Polski, dlatego należy nauczyć ich posługiwania się bronią. W okresie zaborów nie wolno było tego robić. Tak więc tradycja kościelna, związana ze strażami grobowymi, stała się pretekstem i zasłoną. Utworzył z chłopów Gwardię Narodową im. T. Kościuszki i prowadził z nimi ćwiczenia wojskowe. Natomiast w okresie świąt wielkanocnych oddział pełnił rolę straży grobowej.

Najmłodszym synem Dominika był Bogusław Roch Józef Horodyński. Szkoły ukończył w Galicji, a uniwersytet w Warszawie. W latach 1821-1824 służył w wojsku polskim. „Mój Ojciec służył w młodym wieku w artylerii wojska polskiego pod Wielkim Ks. Konstantym, wystąpił jednak wcześniej
i gospodarował z bratem Onufrym w Zbydniowie”.
10

W okresie poprzedzającym Powstanie Listopadowe tj. w 1829 roku


w zbydniowskim dworze przebywał Jan Poniński, krewny Adama Ponińskiego, marszałka sejmu rozbiorowego: „W 1829 roku przyjechał do nich (Horodyńskich) Jan hrabia Poniński, sławny pojedynkowicz, bywalec,
który się tłukł po całej Europie i miał podobno 100 pojedynków. Był świeżo ożeniony z ich krewną panną Hipmann, z zamiarem zamieszkania kilku miesięcy
na folwarku Dzierżyce wówczas położonym za Sanem z małym starym dworkiem otoczonym ładnym sadem. W dniu przenosin na Dzierżówkę po pożegnalnym obiedzie zapaliwszy fajkę, uściskał bardzo czule mego stryja i ojca
(którzy na razie te czułości na karb wypitych kilku kieliszków win kładli)
i poszedł na krótka drzemkę do swojego pokoju od frontu na piętrze,
gdzie ja potem mieszkałem…

gdy po dobrej chwili Poniński się nie zjawił, posłał mój ojciec służącego, by go z twardego snu zbudził i na muzykę zaprosił. Po małej chwili wraca służący blady i przestraszony i mówi Stryjowi na stronie, że pokój


na klucz zamknięty, komodą zastawiony, a przez dziurkę od klucza widać krew na podłodze pokoju – natychmiast obydwaj poskoczyli na piętro, a że byli silni wyważyli wraz ze służącym drzwi i znaleźli Ponińskiego siedzącego na kanapie
z głową wspartą na rękach na stole, wkoło stołu masę krwi na podłodze. Poniński nie żył, poprzecinawszy sobie żyły u obydwóch rąk, chodził widocznie koło stołu, a gdy osłabł siadł i tak skończył. Zostawił trzy listy, z których dwa są w mych papierach, żegna się w nich z przyjaciółmi, przy czem mówi, że nie był godnym takiego anioła jak jego żona, ale o przyczynie śmierci nic nie wspomina. Prosił, by go pochowano w głębi lasu, na rozstajnych ścieżkach
w miejscu, gdzie tyle lisów i bogaczów ubił i tak w gąszczu, by świat
o nim zapomniał. Tak leżał całe lata w spokoju i zapomnieniu pod wysoką usypaną mogiłą koło której stał wysoki dębowy krzyż bez napisu.
Z biegiem lat gdy zaczęto las ciąć, karczować liniję tworzyć, grób Ponińskiego zaczął się światu przypominać, na domiar złego
i cywilizacja do naszego od świata oddalonego kąta zaglądnęła, dostaliśmy nareszcie kolej żelazną i po 60 latach po śmierci Ponińskiego wytrasowano liniję kolejową niemal przy samej mogile. W ten czas z inicjatywy mojej matki,
a sumptem jedynej córki Ponińskiego, która po śmierci jego na świat przyszła, stanął nagrobek dzisiejszy kamienny z krzyżem i napisem „Boże bądź miłościw duszy jego”.11

Bogusław Horodyński znany był powszechnie pod przezwiskiem „spiskowiec”. Brał udział w Powstaniu Listopadowym. „Z końcem 1830 roku wstąpił mój Ojciec do wojska polskiego przebył całą kampanię, bił się


pod Grochowem, pod Wielkim Dębem, pod Ostrołęką służąc jako porucznik,
z początku w artylerii, później w Legii Nadwiślańskiej ostatnio pod generałem Ramorino, przeszedł przez granicę Galicyjską pod Radomyślem nad Sanem. Zostawiam Wam jedno pozwolenie udania się na urlop dla poratowania zdrowia, drugie pismo zawiadamiające mego Ojca, że został podany do krzyża Virtuti Militari i ten Krzyż otrzymał. Wrócił się z drogi na emigrację, przyjechał potajemnie do Zbydniowa, gdzie mój Stryj Onufry trudził się werbunkiem ochotnika do wojska polskiego. Gospodarowali razem będąc pod dozorem policji austriackiej jak również ich sąsiedzi hr. Kajetan Horoch we Wrzawach, kap. kwatermistrz w.p. i ks. Adam Lubomirski dużo od nich młodszy, były ochotnik w Legii Nadwiślańskiej. Pomimo tego dozoru gorący patrioci zjeżdżali się często w dworze Zbydniowskim i radzili nad ratunkiem powalonej ojczyzny, szczególnie na folwarku Dzierdziówka, który leżał nad Sanem odbywały się zgromadzenia konspiracyjne.”
12

Po upadku powstania, Bogusław i Onufry byli współorganizatorami inspirowanej przez Lelewela i Mickiewicza wyprawy Józefa Zaliwskiego


do Królestwa Polskiego w 1833 r. Uczyniono ich odpowiedzialnymi
za zorganizowanie składu broni w Zbydniowie i przerzut jej przez San
do zaboru rosyjskiego. Obydwaj działali w tzw. Związku Bezimiennym Wincentego Tyszkiewicza, którego doradcą był generał Ramorino. W tym gorącym okresie we dworze w Zbydniowie przebywał sam Józef Zaliwski,
który przybył wraz z Wincentym Tyszkiewiczem i Henrykiem Dmochowskim. Z dworu Horodyńskich wysłał on wtedy listy: do swojej żony, do generała La Feyette, do Oborskiego i innych przyjaciół we Francji, zawiadamiając ich,
że przekracza granicę Królestwa Polskiego. Przekazał je przez przybyłego także do Zbydniowa barona Tytusa Horocha, właściciela sąsiedniego majątku
we Wrzawach. Uczestnikami konspiracyjnych spotkań w Zbydniowie byli również Jerzy i Adam Lubomirscy. „Drugiego dnia pobytu mego
u Horodyńskiego widziałem tam Jerzego i Adama Lubomirskich, lecz ci nie wiedzieli, kto jestem. Trzeciego dnia pod pozorem polowania udałem się
z Henrykiem i z zebranymi ludźmi wieczorem z Bogusławem Horodyńskim jechałem na bryczce, w której była broń. Ludzie zaś za San szli bez broni. Skorośmy się przewieźli, dodany nam został przewodnik, który nas miał przeprowadzić przez granicę. Pożegnawszy się z Horodyńskimi udaliśmy się
z przewoźnikiem ku granicy, którąśmy tej samej nocy przebyli.”
13

Od 17 marca 1833 roku z dworu Horodyńskich wyruszyło kilka wypraw. Stał się on z racji swojego położenia (tuż przy granicy z Królestwem Polskim), punktem przerzutowym. Formowanie oddziałów odbywało się również


w Zaleszanach, z inicjatywy ich właściciela barona Konopki, a po jego śmierci w Dzierdziówce (przysiółek Zbydniowa), dzierżawionej przez Konstantego Nowakowskiego pochodzącego z Królestwa. Członkowie oddziałów partyzanckich, organizowanych przez Tyszkiewicza i Horodyńskich byli ubierani przed samym wymarszem w „szare burki” czyli brązowe sukmany, takie jak nosili chłopi w Puszczy Sandomierskiej, nazywane „czamarkami”. Dostawali również czapki krakowskie, karmazynowe koszule, buty, torby, ładownice i manierki. Wyposażenie partyzanta-zaliwszczyka nie było więc tanie. O to wszystko starali się Wincenty Tyszkiewicz i jego przyjaciele,
m.in. Horodyńscy.

Próba wywołania powstania w Królestwie ustalona została na dzień


19 marca 1833 r. Termin ten nie był przypadkowy. Wyjaśnił to sam Zaliwski: „Przyrzekłem uczcić w tym roku wywołaniem powstania dzień moich urodzin”.14 Wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Wiosną 1833 roku władze austriackie wydały nakaz aresztowania Tyszkiewicza oraz braci Horodyńskich
i obsadzenia Rozwadowa i Tarnobrzega przez wojsko. Zaliwski został schwytany przez Austriaków 19 sierpnia 1833 roku. „Kilku wraz z moim Stryjem i Ojcem aresztowano i odstawiono do więzienia do Rzeszowa, a następnie do Lwowa i tam im wytoczono proces, który się toczył około 2 lat.
W następstwie skazano mego Ojca na karę śmierci, a Stryja na więzienie. Zmiana panującego w roku 1835 spowodowała amnestię, mocą, której mego Ojca ułaskawiono na długoletnie więzienie w kajdanach, których ślady
na nogach nieraz jako młodzi chłopcy mieliśmy sposobność oglądać i gorącemi pocałunkami okrywać. Stryj Onufry został internowany we Lwowie,
gdzie też życie zakończył i tam na cmentarzu Łyczakowskim został pochowany.


Po kilku latach przepędzonych w podziemnych lochach Spielbergu
i Kuffsteinu, z początku w kajdanach na rękach i nogach, został mój ojciec ponownie ułaskawiony i wysłany do Lublany na wygnanie, stamtąd mam kilka listów.”15

Bogusław Horodyński przybył do Lublany 4 lutego 1837 r. Towarzyszył mu Emil Korytko. Od samego początku trzymali się razem. Największym problemem była dla nich kwestia zapewnienia sobie godnych warunków życia, ze względu na bardzo wysokie koszty utrzymania w mieście. Obaj zostali zesłani na koszt własny. Horodyński miał nieco lepszą sytuację - zabrał ze sobą trochę pieniędzy, natomiast Korytko próbował utrzymywać się z funduszy otrzymywanych od rodziny. Na domiar złego musieli jeszcze fundować posiłki policjantom, którzy ich w Lublanie pilnowali.16

Polskich zesłańców ratowali poznani Słoweńcy, szczególnie Blaž Corbath, którego żona była Polką. U nich Horodyński wraz z Korytką stołowali się i wynajmowali mieszkanie. W wolnych chwilach wzajemnie uczyli się języków - słoweńskiego i polskiego. Dzięki tej przyjaźni Bogusław i Emil trafili
w niedługim czasie na salony środowiska słoweńskich patriotów. W Słowenii zasłużyli się jako etnografowie zbierając pieśni i poezję ludową.

Po kilku latach tego wygnania, nareszcie około r. 1844 ułaskawiono go zupełnie i Ojciec wrócił do Zbydniowa zupełnie łysy i objął gospodarstwo…. Mój Ojciec był również aresztowany w roku 1846 jako podejrzany o konspiracje powstaniową. Aresztowano Go gdy jechał przez most do Rzeszowa.


Po paru miesiącach powrócił do Zbydniowa i w r.1847 ożenił się z moją Matką, która po śmierci swego Ojca pułkownika Wierzbickiego z matką i siostrą mieszkała w Chwałowicach. Moi Rodzice brali ślub we Lwowie u Bernardynów 15 maja 1847r.”17

Tekla Zofia Wierzbicka, córka właściciela Chwałowic, była w momencie ślubu 22-letnią panną. Z małżeństwa Bogusława i Zofii urodziło się ośmioro dzieci:



1. Julia Stefania Horodyńska

– ur. 13.02.1848 r.

- zm. 31.01.1870 r.

2. Bogusław Onufry Teodor Horodyński

– ur. 11.01.1850 r.

- zm.19.10.1896 r.

3. Zbigniew Leon Dominik Horodyński (późniejszy dziedzic Zbydniowa)

– ur.19.02.1851r.

- zm. 19.06.1930 r.

żona: Maria Innocenta Antonina Dominika Podlewska



4. Stanisław Bolesław Emilian Horodyński

– ur. 08.05.1852 r.

- zm. 07.02.1906 r.

Żona Maria Frankowska



5. Teresa Zofia Horodyńska

– ur. 12.01.1855 r.

- zm. 06.10.1917 r.

mąż Karol Józef Wiszniowski

- ur. 1848 r.

- zm. 06.10.1917 r.



6. Zofia Jadwiga Maria Horodyńska

– ur.25.04.1857 r.

-zm. 27.02.1879 r.

7. Onufry Roman Piotr Horodyński

- ur. 29.04.1860 r.



8. Jan Konstanty Witalis Horodyński

– ur. 29.04.1860 r.

Dzieci Bogusława pobierały naukę prywatnie. Uczyli ich guwernerzy, którzy mieszkali we dworze. „W 1860 r. Zdałem egzamin wraz z moim bratem Bogusławem do 4 – ej normalnej, pożegnaliśmy guwernera Czecha, który był
2 lata z nami, a dostaliśmy nowego guwernera p. Hornukę, który był daleko młodszy od Czecha…z nim zaczęliśmy gimnazjum z łaciną od pierwszej klasy. Na egzaminy półroczne i roczne jeździliśmy z ojcem i guwernerem
do Rzeszowa. Zawsze doskonale zdawaliśmy, a w r. 1862 w jesieni zostaliśmy oddani na pensję do Krakowa. Bogusław i ja do 3 – ej gimnazjalnej,
Staś do 4 – ej normalnej, najpierw do p. Dümera, a w pół roku potem
do p. Józefczyka, gdzieśmy do lipca 1867 pozostali”.
18

W 1863 r. wybuchło Powstanie Styczniowe. Wydarzenia te sprawiły,


że Bogusław zaangażował się także w walkę i konspirację. Często zabierał swoich synów, a szczególnie Zbigniewa, na przejażdżkę bryczką za San: „Kazał Ojciec zaprząc do małego wózka węgierskiego i kazał nam siąść razem z sobą,
a na pytanie zaintrygowanych tą niezwykłą przejażdżką (Ojciec nas nigdy
z sobą nie brał) powiedział krótko „nie pytać się nic tylko słuchać i siadać”. Dopiero minąwszy San promem na Wólce Turebskiej i Żabno, kiedyśmy skręcali ku lasom i granicy rosyjskiej powiedział nam Ojciec, że jedziemy do Wuja Wierzbickiego, który ze swym oddziałem powstańców rozłożył się obozem
zaraz za granicą”
19

Wiele razy bryczka jadąca za San, była załadowana bronią. Dla zmylenia strażników austriackich, stangret Jędrzej musiał wymyślać różne historie,


aby jej nie przeszukiwano: „A podoficerowi stojącemu na przejeździe
z podniesioną ręką wołał, że nie może koni utrzymać, że zaraz nawróci, jak tylko konie uspokoi, że tylko do dworu jedzie ect. Myśmy już siedzieli na wózku, trzymając się silnie poręczy siedzenia, widzieliśmy, jak Jędrzej sam konie niepokoi, aż nareszcie wylecieliśmy galopem z promu wśród krzyków żołnierzy, którzy grozili strzelaniem i odpowiadających krzyków Jędrzeja – jednym galopem zajechaliśmy w ciągu kilku minut przed dwór w Pniowie, gdzie Jędrzej szepnąwszy coś do ucha p. Trojackiemu zajechał przed lamus na górce stojący. Niebawem nadszedł zadyszany gospodarz z kluczami, wtenczas Jędrzej dał mi konie do potrzymania, a sam z moim bratem i p. Trojackim zabrał się
do wynoszenia schowanych pod siedzeniem około 100 pistoletów
dla powstańców, które tym sposobem dostały się przez kordon suchej granicy
do miejsca przeznaczenia. Za małą godzinkę wracaliśmy wolno,
już uspokojonemi końmi, na promie nasłuchał się stary Jędrzej niemało gróźb
i wymyślań podoficera, a on składał winę na młode i nerwowe konie, które pan wysłał, a on stary nie może czasem utrzymać, ale wyjechawszy na drogę zaczął nam opowiadać, że w ciągu kilku miesięcy niejedną taką sztuczkę tym głupim Austriakom wypłatał i widocznie bardzo był dumny z tego.”
20

Podczas powstania 1863 roku wzdłuż Sanu było rozlokowane wojsko węgierskie, aby pilnować granicy austriackiej i chwytać powstańców.


W Zbydniowie stacjonował pluton 14 pułku huzarów ze swoim dowódcą podporucznikiem Forkaszem. Nie tylko podoficerowie, ale także duża część oficerów była dla powstania życzliwie usposobiona. Prawie nigdy nie przeszkadzali, a często pomagali. W swoim pamiętniku Zbigniew Horodyński pisał, że nieraz oddział huzarów otaczał niespodziewanie dwór. Przed każdym oknem stawiał żołnierza z wyciągniętym pistoletem. Następnie oficer zeskakiwał z konia i kazał się szykować oddziałowi pieszo do przeszukania dworu. Sam wpadał do środka, a po chwili wracał, wykrzykując, że dopiero co powstańcy byli i uciekli do pobliskiego lasu. Kazał natychmiast wsiadać
na konie i pędził przeszukiwać las. Wracał po godzinie lub dwóch, nic tam
nie znalazłszy. Kazał więc wszystkie budynki przeszukiwać. Oczywiście nie znajdował nikogo, bo jeśli nawet ktoś był, to miał czas się schować. Innym razem wpadał w nocy sierżant lub kapral i na migi donosił, że za godzinę
lub pół przyjedzie rewizja, wobec czego wszyscy zainteresowani kryli się
po strychach, szopach, stodołach lub stogach. Z reguły przy takiej rewizji oficer
do domu nie wchodził, wpadało kilku podoficerów i żołnierzy
z marsowymi minami, z uśmiechem pod wąsem, wymachiwali szablami
pod łóżkami, szafami przechodzili przez strych i piwnice, wracali i meldowali pokornie, że żadnego powstańca nie znaleźli. Czasem znowu ścigali powstańców przez pół nocy z wielkim rozmachem, ale we wręcz przeciwnym kierunku niż im kazano.21

Bogusław Horodyński zmarł 30.11.1866 roku. Osierocił ośmioro dzieci. „Ojciec mój jeździł co roku do Karlsbadu lecząc się na cukrzycę, co mu jednak nie przeszkadzało, że podczas wakacji codziennie z nami konno jeździł


i w konnej jeździe nas musztrował. W roku 1866 miał przykry powrót
z Karlsbadu. Z powodu wojny pruskiej, musiał kołować na Wiedeń i Peszt, dłuższy czas końmi jechał, widocznie mu to zaszkodziło, bo 30 XI tego roku zamknął oczy na wieki.”
22

Wdowa po nim, Zofia, okazała się osobą niezwykle zdecydowaną, energiczną i gospodarną. Po śmierci męża sama wychowywała dzieci


i prowadziła cały majątek.

W Rejestrze Przemysłowym Powiatu Tarnobrzeskiego z 07.02.1877 roku znajduje się wpis o wydaniu licznych koncesji dla Pani Zofii Horodyńskiej:

- koncesja współwłaściciela i administratora dóbr w Dzierdziówce
i Zbydniowie, wyszynk wina, herbaty i ponczu,

- koncesja na karczmę „Ratuszem” zwaną w Radomyślu,

- koncesja na karczmę w Majdanie Zbydniowskim i Dzierdziówce,

- koncesja na karczmę w Zbydniowie w karczmie murowanej pod lasem zwanej „Ruski bród”,

- koncesja na Karczmę „Browar” w Skowierzynie, we wsi nad Sanem, który nazywano Sonikiem,

- koncesja na karczmę „Glinik”,

- koncesja na karczmę dworską w Nowinach.23

Pomimo tak wielu zajęć interesowała się również życiem ludności


na terenie Zbydniowa. Zaangażowała się w powstanie szkoły powszechnej.
Z okazji różnych uroczystości (święta, początek i zakończenie roku szkolnego) zapraszała dzieci do swojego majątku na poczęstunek. Często obdarowywała ich prezentami. Była osobą wykształconą, znającą języki, światową. Często wyjeżdżała za granicę do wód – Baden Baden, Karlsbad, Karlowe Wary. Dbała bardzo o wychowanie swoich synów. Wnikliwie przyglądała się, jak się zachowują i uczą. Zofia Horodyńska zmarła 19 sierpnia 1900 roku. Została pochowana w kaplicy w Zaleszanach.

Po śmierci ojca synowie wyjechali do szkół do Pragi. Bogusław


i Zbigniew na Politechnikę, Stanisław w celu ukończenia szkół realnych.
Po rocznym pobycie w Pradze, Zbigniew, za namową wuja Wierzbickiego, został wysłany w roku 1868 do Paryża, aby kształcić się na inżyniera.
Jako 17- letni chłopiec wyruszył sam w tę długą podróż i szczęśliwie dojechał na miejsce do mieszkania wujostwa Wierzbickich. Tam wstąpił do liceum
i zapisał się na kurs przygotowawczy do ecole Central,
którą kończyli najlepsi inżynierowie. Niestety cały plan spełzł na niczym.
Po paru tygodniach mój wuj zapytał mnie, czy nie miałbym ochoty do szkoły wojskowej w St.Cyr twierdząc, że zawód inżynierski nie jest odpowiedni dla szlachcica, a ojczyzna przede wszystkim wojskowych potrzebuje,
by odzyskać niepodległość. Była przy tem okazja, by się dostać do oddziału kawalerii
24. Szkołę wojskową w St. Cyr Zbigniew ukończył.
Po odebraniu świadectwa udał się do Wiednia, chcąc zostać oficerem. Musiał jednak w tym celu ukończyć miejscową prywatną szkołę kadecką. Wstąpił także do 10 pułku ułanów austriackich, który w roku 1873 rozwiązano. Większą część korpusu oficerskiego rozmieszczono po wszystkich pułkach ułanów i dragonów. Zbigniew dostał się do 4-go pułku ułanów. Służył w nim do jesieni 1873 r. Pułk ten stacjonował w Koszycach i okolicy, potem w Nagy – Michaly. Poznał wtedy rodziny wielkich panów węgierskich: hr. Folgachów, hr. Andrassy, hr. Staray, hr. Török, Szirmay.

Do 16- go pułku huzarów został natomiast przydzielony młodszy brat Zbigniewa – Stanisław i służył w nim aż do wystąpienia z wojska austriackiego w r. 1875. Później Staś ożenił się z panną Frankowską i zamieszkał


w dzierżawionym majątku Sieciechów nad Wisłą naprzeciwko Puław.

W r. 1876 Zbigniew Horodyński odkomenderowany został do ekwitacji centralnej w Wiedniu, gdzie kształcono nauczycieli konnej jazdy dla oficerów


z całej armii. Było tam w dwóch rocznikach około 72 młodych ludzi, mających największe zdolności do jazdy konnej, wybranych z całej kawalerii. W Wiedniu spędził 2 lata spokojnie i wesoło. Bardzo dużo jeździł konno -
w terenie i na wyścigach, na własnym koniu i na obcych. Nie stronił także
od innych rozrywek. Jedną z nich był taniec. Bawił się w prywatnych domach oraz na tak zwanych piknikach arystokratycznych, na balach publicznych
i balach dworskich. Tam tańczył z przyszłą królowa hiszpańską i innymi arcyksiężniczkami. W jesieni oficerowie brali udział w polowaniach cesarskich
tzw. par force. W Göding jeździli zawsze z cesarzową Elżbietą (żoną Franciszka Józefa I) i kilkunastoma paniami i pannami z wysokiej arystokracji. Mastrem,
tj. prowadzącym polowanie, był hr. Esterhazy.

W 1878 r. utworzono w Austrii nową szkołę kadecką dla kawalerii


w Mährisch Weisskirchen. Zbigniew Horodyński prowadził w niej naukę jazdy konnej.25

Wkrótce potem Zbigniew Leon Dominik Horodyński został kolejnym gospodarzem zbydniowskiego dworu. Objął majątek w latach 80-tych


XIX wieku, nowoczesny i mocno rozbudowany. Za sprawą Zofii i Zbigniewa Horodyńskich (matki i syna) została postawiona i uruchomiona w Zbydniowie gorzelnia (dzisiaj został po niej tylko niszczejący budynek), tartak i młyn. Tartak miał 3 gatry, czyli maszyny do cięcia drzewa. Cały majątek,
jak na ówczesne czasy, był niezwykle nowoczesny i uprzemysłowiony,
a jego właściciel człowiekiem pracowitym i aktywnym. W dalszym ciągu rodzina Horodyńskich zajmowała się działalnością handlową. Świadczą o tym liczne koncesje wydane na nazwisko Zbigniewa Horodyńskiego.

31.12.1897 Zbigniewowi Horodyńskiemu koncesja na wykonanie przemysłu gospodnio - szynkarskiego w Zbydniowie.



05.01.1908 Horodyński Zbigniew właściciel dóbr Zbydniowa wyszynk wina, wina owocowego, podawanie kawy, czekolady i herbaty oraz utrzymanie bilardu w Zbydniowie.

22.07.1896 Zbigniewowi Horodyńskiemu utrzymanie hurtowej sprzedaży piwa w Zbydniowie.

22.07.1896 Zbigniewowi Horodyńskiemu kartę przemysłową
na utrzymanie handlu towarami mieszanymi i sprzedaż towarów bławetnych.”26

Oprócz wzorowego prowadzenia gospodarstwa, Zbigniew znajdował czas na działalność społeczną. Był powszechnie szanowanym marszałkiem powiatu tarnobrzeskiego (przez 30 lat), wójtem honorowym w gminie Zbydniów. To właśnie on przekazał plac na Dąbiu pod budowę szkoły.


O zasługach Zbigniewa jako marszałka pisał Jan Słomka w Pamiętniku włościanina. „W ogóle Tarnobrzeg znany był przed wojną światową z tego,
że posiadał wiele stowarzyszeń i instytucyj, w przeważnej części dobrze się rozwijających…


Powiatowa Kasa Oszczędności, dająca pożyczki większe i długoterminowe, założona w r. 1899 dzięki staraniom marszałka Zbigniewa Horodyńskiego,
który w ogóle wielkie ma zasługi około lepszego zagospodarowania powiatu. Muzeum powiatowe, gromadzące zabytki przeszłości, założone za staraniem starosty Eugenjusza Swobody w r. 1908, na pamiątkę 25-ciolecia marszałkostwa Zbigniewa Horodyńskiego i nazwane jego imieniem….


Dla powiatu szczególnie zasłużony jest Zbigniew Horodyński
ze Zbydniowa, długoletni marszałek, który przyczynił się wybitnie do lepszego zagospodarowania i podniesienia powiatu, a nadto odznaczał się wielką szlachetnością i godnością w postępowaniu.”27 Był również prezesem
i założycielem Okręgowego Towarzystwa Rolniczego.

Zbigniew Horodyński to jeden z kolatorów28 kościoła parafialnego


w Zaleszanach. Do dziś tę świątynie zdobi witraż, na którym odnajdujemy nazwisko Horodyńskich. Ponadto został mianowany szambelanem papieskim.29 Był człowiekiem bardzo szanowanym przez działaczy chłopskich. Przyczynił się także do wzniesienia zbydniowskiej szkoły, założenia kółka rolniczego, wybudowania budynku dla powołanego kółka, otworzenia czytelni, utworzenia straży pożarnej. Wraz z żoną własnoręcznie obdarowywał ubogą młodzież szkolną odzieżą z okazji świąt kościelnych. Przy ich wsparciu były również organizowane majówki dla uczniów.

Koniec XIX wieku i początek XX to lata rewolucji technicznej.


Zaczęto wtedy używać ropy naftowej, zbudowano pierwsze silniki spalinowe, wykorzystywano energię elektryczną. Życie Zbigniewa Horodyńskiego było pracą związaną z szybkimi przemianami, następującymi w gospodarce, widocznymi również w Zbydniowie.

Pierwszą rodziną w lokalnej społeczności, która wykorzystywała energię elektryczną byli Horodyńscy. Przy tartaku znajdowała się lokomobila - rodzaj parowozu. Spalano w niej drewno, zamieniając ciepło na parę, a tę z kolei


na prąd. Napędzała ona gatry w tartaku, maszyny we młynie i elektrownię. Dzięki temu we dworze i zabudowaniach dworskich było światło. Powyższe fakty, tak jak i doprowadzenie do Zbydniowa kolei, świadczą o rzeczywistym postępie.

Zbigniew Leon Dominik Horodyński zmarł 19 czerwca 1930 r. Na jego pogrzeb przybyło ok. 10 000 chłopów i blisko 100 wójtów.

Na jego grobie widnieje jakże wymowny napis:

Żyłem - Bo chciałeś.



Umarłem – Bo musiałem.

Zbaw mnie – Bo możesz.”

Przodkowie Zbigniewa spełniali się walcząc o wolność Polski z bronią


w ręku, on natomiast, w myśl haseł pozytywistycznych, rozbudowywał majątek, działał lokalnie i w ten sposób przygotowywał grunt do odzyskania przez Polskę niepodległości. Pozytywiści głosili konieczność podjęcia pracy organicznej. Polegała on na dążeniu do wszechstronnego rozwoju gospodarczego
i kulturalnego wszystkich grup społecznych – zwłaszcza chłopów, najbardziej dotąd zaniedbanych. Należało rozbudowywać przemysł i podnosić poziom rolnictwa, dbać o poprawę zdrowia i warunków higieny, szerzyć oświatę. Właśnie w tym okresie Zbigniew Horodyński założył w Zbydniowie szkołę,
a jego majątek można było stawiać za wzór gospodarności. Tak właśnie spełniał swój obywatelski obowiązek wobec ojczyzny.

Najmłodszymi synami Bogusława byli bliźniacy Onufry Roman Piotr


i Jan Konstanty Witalis. Onufry po ślubie zamieszkał we Francji,
zmarł w Paryżu. Miał syna Huberta, który w czasie II wojny światowej należał
we Francji do ruchu oporu.

Jan Konstanty natomiast mieszkał przed wojną w dworku w Kotowej Woli. Był człowiekiem lekkodusznym, lubił się bawić, żył na koszt matki. Ożenił się z córką starosty austriackiego Elwirą, został więc wydziedziczony


z majątku. Pozostawiono mu tylko prawo pobytu przy rodzinie do śmierci.
Żył w Kotowej Woli do II wojny światowej. W tym czasie umarła jego żona,
a Jan Konstanty po usunięciu z dworu przez ówczesne władze w 1944 r., wyemigrował i zakończył życie wkrótce potem, najprawdopodobniej w Nicei.

W tym miejscu warto wspomnieć o dworku w Kotowej Woli. Rodzina Horodyńskich zakupiła go od Żyda, Rachmiela Kanarka, w 1906 roku.


Ten z kolei kupił go od Franciszka Popiela, (byłego rządcy u starego Dolańskiego w Sokolnikach).

Rachmiel Kanarek znany był w powiecie jako wzorowy gospodarz


i aktywny członek lokalnej społeczności. „Rachmiel Kanarek brał udział w działalności i ofiarności obywatelskiej polskiej, za co miał uznanie w powiecie; inni zaś, jak cały ogół żydowski, trzymali się wobec spraw polskich oddzielnie, jako osobne społeczeństwo.”30

Na czele czwartego pokolenia zbydniowskiej gałęzi rodziny Horodyńskich stał również Zbigniew. Urodził się w 1888 roku, a zginął z rąk Niemców wraz z rodziną i służbą w noc świętojańską 1943 roku. Został pochowany w zbiorowej mogile, wraz z 18-toma innymi osobami,


w przydworskim parku.
  1   2   3   4


База данных защищена авторским правом ©shkola.of.by 2016
звярнуцца да адміністрацыі

    Галоўная старонка